Proces gojenia makijażu permanentnego brwi

Linergistka

Widzę to w moim gabinecie niemal na co dzień i szczerze mówiąc, to jeden z najbardziej przewidywalnych scenariuszy w mojej pracy. Kiedy kończymy zabieg, wstajesz z fotela, patrzysz w lustro i pojawia się ten wspaniały błysk w oku – jest absolutny zachwyt. Kształt jest idealnie wyrysowany, twarz natychmiast nabrała wyrazu, a Ty już w myślach cieszysz się, że w końcu, każdego ranka, nie będziesz musiała toczyć nierównej walki z kredką czy pomadą w pośpiechu przed wyjściem do pracy. Wychodzisz z uśmiechem i kartą zaleceń pielęgnacyjnych w dłoni. Radość z tego efektu trwa jednak zazwyczaj około dwóch, maksymalnie trzech dni. I wtedy zaczyna się prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Gdzieś w okolicach trzeciego lub czwartego dnia dostaję od Was dziesiątki wiadomości: „Ratunku, moje brwi schodzą płatami!”, „Zrobiły się nienaturalnie ciemne i grube, czy ja już tak będę wyglądać?!”, „Wydaje mi się, że cały barwnik mi wypadł i nic pod spodem nie zostało!”.
Zawsze wtedy, odczytując te pełne grozy komunikaty, uśmiecham się ciepło pod nosem. Nie dlatego, że bagatelizuję Wasz stres, ale dlatego, że dbając na co dzień o Wasz komfort, obsługę i prawidłowy przebieg całego procesu, doskonale wiem, że wszystko idzie dokładnie zgodnie z planem. Cierpliwie więc odpisuję: Spokojnie, to absolutnie normalne zjawisko. Dajmy im czas i pozwólmy organizmowi działać. Musicie pamiętać, że makijaż permanentny to zaawansowany zabieg kosmetologiczny, polegający na precyzyjnym wprowadzeniu pigmentu pod naskórek. Twoja skóra została celowo naruszona i teraz musi przejść przez fizjologiczny proces gojenia, aby w pełni się zregenerować i zamknąć barwnik w tkance. Jeśli właśnie jesteś tuż po zabiegu, z przerażeniem patrzysz na łuszczące się strupki, albo dopiero planujesz zapisać się na wizytę i chcesz dokładnie wiedzieć, na co się piszesz – przeczytaj ten tekst do końca.

Dzień 1-2: „O rany, dlaczego one są takie ciemne?!”
Wychodzisz z salonu zachwycona, ale budzisz się rano, idziesz do łazienki i… szok! Brwi nagle wydają się grubsze, a kolor jest tak intensywny, że aż przerysowany. Wiele z Was myśli wtedy, że takie już zostaną. Dlaczego tak się dzieje? To proste: pigment po prostu utlenia się na skórze. Do tego dochodzi minimalny obrzęk – często go nawet nie widać, ale skóra swoje „wie” i musi zareagować na naruszenie. Pojawia się też osocze, które naturalnie zasycha, tworząc ochronny, niewidoczny pancerzyk. Przez to wszystko brwi mogą wydawać się ciemniejsze nawet o połowę! Błagam, nie płaczcie wtedy przed lustrem – obiecuję, że to zjaśnieje. Wasze zadanie na te pierwsze dni to tylko (i aż!) dbanie o higienę. Przecierajcie brwi dokładnie tak, jak tłumaczyłam Wam w gabinecie. Jeśli nie dopuścimy do powstania grubych strupów, gojenie pójdzie gładko.

Dzień 3-5: Swędzi, pęka i kusi, czyli test Twojej silnej woli
Zaczynamy etap łuszczenia. Naskórek mocno pracuje nad regeneracją, a brwi zaczynają pękać i odchodzić delikatnymi płatkami. Do tego często dochodzi swędzenie – wiem, że bywa to irytujące, ale to super znak, bo oznacza, że skóra prawidłowo się goi! Tutaj zaczyna się jednak najważniejszy test z Twojej samokontroli. Kategoryczny zakaz drapania, pocierania i zrywania strupków! Wiem, jak bardzo to kusi, zwłaszcza gdy jakaś sucha skórka wisi dosłownie na jednym włosku i aż prosi się, żeby ją pociągnąć. Uwierz mi na słowo – jeśli to zrobisz, wyrwiesz ten strupek razem z pigmentem, który nie zdążył się jeszcze ułożyć pod spodem. Zostaniesz z pustą, jasną dziurą w makijażu, a poprawianie tego jest o wiele trudniejsze. Dajmy skórze czas, niech pozbędzie się tego naskórka we własnym tempie.

Dzień 6-10: Panika! Gdzie zniknęły moje brwi?
Wszystkie strupki w końcu odpadły. Patrzysz w lustro i… widzisz tylko blady cień. Skóra jest lekko różowa, pigment wydaje się wyblakły, poszarpany, a czasami masz wrażenie, że zniknął całkowicie. To absolutny numer jeden jeśli chodzi o powód Waszych zmartwień. Często dostaję wtedy wiadomości: „Mój organizm odrzucił cały barwnik!”. Nic z tych rzeczy. Ten nowy, młody naskórek jest po prostu jeszcze bardzo świeży. Zachowuje się jak matowe szkiełko albo mleczny filtr, który skutecznie przykrywa kolor pod spodem. Dodatkowo komórki odpornościowe wciąż jeszcze sprzątają po zabiegu. Pigment nigdzie nie uciekł – gwarantuję. Potrzebuje tylko chwili, żeby przebić się przez tę nową warstwę skóry i nabrać ostrości.

Tydzień 3-4: Magia! Kolor wraca
Mniej więcej po trzech lub czterech tygodniach wreszcie widzimy to, na co czekałyśmy. Naskórek w pełni się odbudowuje, traci swój mleczny odcień, a kolor wreszcie „rozkwita” na powierzchni. Wraca ta piękna, miękka, pudrowa objętość – dokładnie ta, o której marzyłyśmy na konsultacji. Kształt staje się łagodniejszy, a brwi idealnie dopasowują się do Twojej twarzy, zamiast z nią mocno kontrastować.

Po 4-6 tygodniach: Widzimy się na dopigmentowaniu!
Cały ten proces zamyka się po jakichś 4 do 6 tygodniach od naszej pierwszej wizyty. Wtedy spotykamy się ponownie na tak zwaną korektę. Czasem pytacie, czy to naprawdę konieczne. Zdecydowanie tak! Każda skóra jest inna i żyje własnym życiem. Jedna przyjmie barwnik idealnie za pierwszym razem, inna „wypchnie” go w kilku miejscach, a u posiadaczek cery tłustej kolor może wygoić się troszkę jaśniej, niż zakładałyśmy. Na tym drugim spotkaniu sprawdzam, jak Twoja skóra dogadała się z pigmentem. Wypełniam ewentualne luki, wzmacniam odcień (jeśli uznasz, że wolisz jednak ciut ciemniejszy) i dopracowuję każdy szczegół. Dopiero po wygojeniu tej drugiej wizyty możemy uznać, że makijaż jest w stu procentach gotowy.

Złota rada na koniec? Po prostu zaufaj procesowi. Skóra to żywy organ, a makijaż permanentny to nie naklejka, tylko praca z Twoim ciałem, która wymaga odrobiny czasu. Jeśli uzbroisz się w cierpliwość na te kilka tygodni, zapomnisz o porannym rysowaniu brwi na bardzo długie miesiące!

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry